Pamięć starsza niż Biblia
Wyobraź sobie glinianą tabliczkę, niewiele większą od ludzkiej dłoni. Jej powierzchnię pokrywają drobne znaki wyciśnięte trzcinowym rylcem. Dla przypadkowego obserwatora są jedynie szeregiem klinów. Dla człowieka, który potrafi je odczytać, stają się głosem sprzed kilku tysięcy lat.
Głosem opowiadającym o stworzeniu człowieka, buncie bogów, potopie, zejściu do świata umarłych i daremnym poszukiwaniu nieśmiertelności.
Kiedy czytam sumeryjskie mity, nie mam wrażenia, że poznaję martwą religię wymarłego ludu. Czuję raczej, że dotykam jednego z najstarszych zapisów ludzkiego niepokoju. Sumerowie pytali o to samo, o co pytamy dzisiaj.
Kto nas stworzył?
Dlaczego musimy pracować i cierpieć?
Co dzieje się po śmierci?
Czy bogowie są dobrzy?
I czy człowiek może wyrwać się z przeznaczenia, które zostało mu narzucone?
Odpowiedzi zapisane na glinianych tabliczkach są znacznie bardziej niepokojące, niż moglibyśmy przypuszczać.
Świat, który powstał z rozdzielenia
Sumerowie nie pozostawili jednej świętej księgi ani jednego uporządkowanego opisu stworzenia. Ich mity powstawały w różnych miastach, świątyniach i okresach. Czasem się uzupełniały, czasem sobie przeczyły.
Być może właśnie dlatego wydają się tak żywe.
Na początku nie było pustki w naszym rozumieniu tego słowa. Niebo i ziemia stanowiły jedność. Dopiero ich rozdzielenie stworzyło przestrzeń, w której mógł pojawić się znany świat. Nie był to jednak świat przypadkowy. Każda rzeka, roślina, pora roku, umiejętność i ludzka czynność miała swoje miejsce w kosmicznym porządku.
Bogowie dzielili między siebie zadania. Ktoś odpowiadał za wodę, ktoś za zboże, ktoś za płodność, trzody, budowanie miast, prawo, wojnę i los człowieka.
Przypominało to ogromny system zarządzania rzeczywistością.
Enki, bóg mądrości i podziemnych wód, dysponował tajemniczymi „me”. Były to boskie moce, zasady i wzorce umożliwiające istnienie cywilizacji. Dzięki nim funkcjonowały miasta, rzemiosło, władza, muzyka, sądy, kapłaństwo, ale także konflikt, fałsz i zniszczenie.
Sumerowie zdawali się rozumieć, że cywilizacja nie składa się wyłącznie z dobra. Ten sam porządek, który tworzy świątynię, może zbudować więzienie. Ta sama wiedza, która daje człowiekowi bezpieczeństwo, może posłużyć do podporządkowania go władzy.
Czy nie brzmi to dziwnie współcześnie?
Bogowie też nie chcieli pracować
Jedna z najbardziej niezwykłych sumeryjskich opowieści nosi dziś tytuł „Enki i Ninmah”.
Na początku to bogowie wykonywali ciężką pracę. Kopali kanały, przenosili ziemię i tworzyli warunki potrzebne do utrzymania świata. Młodsze bóstwa zaczęły jednak narzekać. Praca była zbyt ciężka, a ich bunt stawał się coraz bardziej niebezpieczny.
Wtedy pierwotna matka Namma obudziła śpiącego Enkiego i poprosiła go o rozwiązanie problemu.
Rozwiązaniem okazał się człowiek.
Namma miała zaczerpnąć gliny znad Abzu, pierwotnej krainy słodkich wód, a boginie narodzin nadać jej ludzką postać. Nowe stworzenie otrzymało konkretne zadanie. Miało przejąć ciężar noszony wcześniej przez bogów.
Człowiek nie został więc stworzony dlatego, że bogowie czuli się samotni. Nie był spełnieniem kosmicznej miłości ani ukoronowaniem stworzenia.
Powstał, ponieważ ktoś musiał pracować.
To jedna z najbardziej brutalnych wizji początku ludzkości. Człowiek został ulepiony z ziemi i od pierwszej chwili włączony w system, którego nie stworzył i którego zasad nie wybierał.
Bogowie otrzymali odpoczynek. Ludzie otrzymali kosze.
Trudno o bardziej przejmujący symbol ludzkiego losu.
Anunnaki nie przylecieli po złoto
W tym miejscu pojawia się słowo, które współczesna popkultura zamieniła w niemal gotowy scenariusz filmu science fiction. Anunnaki.
Według popularnych opowieści mieli być istotami przybyłymi z innej planety, które stworzyły człowieka poprzez manipulację genetyczną, aby wykorzystywać go do pracy w kopalniach złota. Brzmi to fascynująco. Problem polega na tym, że takiej historii nie ma w znanych tekstach sumeryjskich.
Anuna, nazywani później Anunnaki, byli grupą bogów mezopotamskiego panteonu. W różnych epokach ich rola ulegała zmianie. Czasem byli wielkimi bóstwami związanymi z niebem i ziemią, a w późniejszych tradycjach część z nich łączono ze światem podziemnym.
Tabliczki mówią o stworzeniu człowieka do pracy na rzecz bogów. Nie mówią jednak o kosmicznych kopalniach, statkach z Nibiru ani laboratorium genetycznym.
Czy to odbiera sumeryjskim mitom tajemnicę?
Moim zdaniem przeciwnie. Prawdziwa opowieść jest głębsza niż historia o przybyszach z gwiazd. Mówi bowiem nie o technologii, lecz o władzy. O istotach stojących wyżej, które tworzą słabszych, aby przerzucić na nich własny ciężar.
Nie trzeba wierzyć w kosmitów, aby rozpoznać ten schemat.
Wystarczy spojrzeć na historię ludzkości.
Potop, który miał wymazać człowieka
Bogowie stworzyli ludzi, lecz później postanowili ich zniszczyć.
Sumeryjska opowieść o potopie zachowała się tylko we fragmentach. Duże części tabliczki zaginęły, dlatego nie znamy całej historii. Wiemy jednak, że boskie zgromadzenie zdecydowało o zagładzie ludzkości.
Wyrok miał być nieodwołalny.
Enki, który w wielu mitach okazuje ludziom więcej życzliwości niż pozostali bogowie, ostrzegł króla Ziusudrę. Wiadomość została przekazana w osobliwy sposób, jakby bóg nie mówił bezpośrednio do człowieka, lecz do ściany stojącej obok niego.
Ziusudra zbudował wielką łódź. Przez siedem dni i siedem nocy wiatr oraz fale niszczyły ziemię. Kiedy potop ustał, pojawił się Utu, bóg słońca. Jego światło przedostało się do wnętrza łodzi.
Ziusudra złożył ofiarę, a bogowie obdarzyli go życiem podobnym do boskiego. Został przeniesiony do odległego Dilmun, krainy położonej tam, gdzie wschodzi słońce.
Trudno nie zauważyć podobieństwa do późniejszej historii Noego. Jest decyzja o zagładzie, ostrzeżony człowiek, łódź, ocalenie życia, ustąpienie wód i ofiara złożona po potopie.
Nie oznacza to automatycznie, że jedna opowieść jest prostą kopią drugiej. Pokazuje jednak, że pamięć o wielkiej powodzi krążyła po Bliskim Wschodzie na długo przed powstaniem ostatecznej postaci biblijnej Księgi Rodzaju.
Czy była wspomnieniem rzeczywistego kataklizmu?
Poetycką opowieścią o lokalnych powodziach?
A może symbolem cyklicznego niszczenia świata, który po przekroczeniu pewnej granicy musi zostać rozpoczęty od nowa?
Gliniana tabliczka nie odpowiada. Zachowała jedynie ślad.
Inanna przechodzi przez siedem bram
Najbardziej mistycznym z sumeryjskich mitów jest dla mnie opowieść o zejściu Inanny do świata umarłych.
Inanna była boginią miłości, seksualności, płodności, władzy i wojny. Łączyła przeciwieństwa. Potrafiła dawać życie, ale niosła również śmierć. Była pożądaniem i przemocą, światłem i burzą.
Pewnego dnia postanowiła zejść do podziemnego królestwa swojej siostry Ereszkigal.
Zanim wyruszyła, przywdziała oznaki swojej mocy. Nałożyła nakrycie głowy, ozdoby z lapis lazuli, napierśnik, pierścień i królewską szatę. Zabrała ze sobą wszystko, co potwierdzało jej boską pozycję.
Przed nią znajdowało się siedem bram.
Przy każdej odbierano jej jeden przedmiot. Krok po kroku traciła oznaki władzy, piękna i tożsamości. Pytała, dlaczego tak się dzieje, lecz za każdym razem otrzymywała odpowiedź, że takie są prawa świata podziemnego.
Przez ostatnią bramę przeszła naga.
Nie była już królową niebios. Nie miała tytułów, ozdób ani ochrony. Stanęła przed Ereszkigal jako bezbronna istota. Siedmiu sędziów świata umarłych wydało na nią wyrok. Inanna została zabita, a jej ciało zawieszono na haku.
Dopiero Enki znalazł sposób, aby przywrócić ją do życia. Powrót miał jednak cenę. Nikt nie mógł opuścić świata umarłych bez pozostawienia zastępcy.
Inanna wróciła, ale nie wróciła niewinna.
Można odczytać ten mit jako opowieść o cyklu przyrody, władzy bogini albo rytuałach związanych ze śmiercią i płodnością. Można również zobaczyć w nim jeden z najstarszych obrazów wewnętrznej przemiany.
Człowiek schodzący w głąb siebie także przechodzi przez kolejne bramy. Traci role, przekonania, społeczne maski i wyobrażenia o własnej sile. Na końcu zostaje nagi wobec tego, czego najbardziej się boi.
Nie ma odrodzenia bez wcześniejszego końca.
Nie ma powrotu bez ceny.
Gilgamesz i wyrok śmiertelności
Gilgamesz był królem Uruk, bohaterem kilku sumeryjskich opowieści, a później główną postacią wielkiego akadyjskiego eposu.
Był potężny, częściowo boski i przekonany, że jego siła pozwoli mu przekroczyć ograniczenia zwykłego człowieka. Śmierć przyjaciela, Enkidu, zniszczyła jednak jego pewność.
Gilgamesz po raz pierwszy zrozumiał, że także on umrze.
Wyruszył więc na poszukiwanie Ziusudry, znanego w późniejszej wersji jako Utnapisztim. Człowieka, który przeżył potop i otrzymał od bogów nieśmiertelność.
Podróż Gilgamesza jest walką z najbardziej ludzką prawdą. Możemy zdobyć władzę, sławę, wiedzę i bogactwo, ale żadna z tych rzeczy nie zatrzymuje czasu.
W sumeryjskim utworze o śmierci Gilgamesza bogowie przypominają mu, że przeznaczeniem otrzymanym od Enlila była władza królewska, nie życie wieczne.
To zdanie mogłoby zostać zapisane nad wejściem do każdego pałacu.
Możesz rządzić światem, ale nie możesz go zatrzymać.
Gilgamesz ostatecznie nie pokonuje śmierci. Odkrywa jednak, że człowiek może pozostawić po sobie imię, dzieło, miasto i pamięć. Być może właśnie dlatego jego historia przetrwała dłużej niż królestwa, którymi władał.
Nie otrzymał nieśmiertelności ciała.
Otrzymał nieśmiertelność opowieści.
Czy Sumerowie wierzyli w reinkarnację?
Na stronie poświęconej Katarom, Graalowi i reinkarnacji to pytanie musi się pojawić.
Sumeryjskie mity mówią o śmierci, powrocie Inanny i cyklicznym znikaniu Dumuziego. Nie tworzą jednak jasnej nauki o kolejnych wcieleniach ludzkiej duszy. Świat umarłych był miejscem ciemnym, pozbawionym radości, z którego zwykły człowiek nie wracał.
Nie powinniśmy więc wkładać w usta Sumerów przekonań, których nie zapisali.
Istnieje jednak wspólna intuicja. Życie nie jest przedstawione jako prosta droga prowadząca od narodzin do ostatecznego końca. Przyroda umiera i powraca. Bogini schodzi do krainy śmierci i zostaje ożywiona. Człowiek odchodzi, lecz jego imię może nadal istnieć wśród żywych.
To nie jest jeszcze reinkarnacja.
To raczej pierwsze dotknięcie tajemnicy powrotu.
Od sumeryjskich bogów do współczesnego systemu
Im dłużej przyglądam się tym mitom, tym mniej wydają mi się opowieściami o zamierzchłej przeszłości.
Sumerowie stworzyli świat, w którym człowiek rodzi się wewnątrz gotowego porządku. Ma pracować, utrzymywać świątynie, składać ofiary, uznawać władzę i wypełniać obowiązki. Bogowie ustalają przeznaczenie. Królewskość zstępuje z nieba. Jednostka otrzymuje rolę, ale nie wybiera zasad.
Czy naprawdę opuściliśmy ten świat?
Zigguraty zastąpiliśmy szklanymi wieżowcami. Gliniane tabliczki zamieniliśmy na ekrany. Boskich pisarzy zastąpiły algorytmy, które zapisują każdy nasz ruch. Nadal pracujemy w systemach, których w pełni nie rozumiemy. Nadal oddajemy część życia niewidzialnym strukturom. Nadal wierzymy, że jeśli będziemy wystarczająco posłuszni, ktoś wyżej zapewni nam bezpieczeństwo.
Być może najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy Anunnaki przybyli z kosmosu.
Być może brzmi ono inaczej.
Dlaczego od początku cywilizacji człowiek wyobrażał sobie, że został stworzony do służby?
Najstarsza tajemnica człowieka
Nie wiem, czy sumeryjskie mity przechowują zniekształconą pamięć rzeczywistych wydarzeń. Nie wiem, czy wielki potop był jednym kataklizmem, zbiorem wspomnień wielu powodzi czy symbolem końca dawnego świata.
Wiem jednak, że ludzie zapisujący te historie znali lęk, stratę, żałobę, pragnienie władzy i tęsknotę za nieśmiertelnością. Patrzyli w nocne niebo i pytali, czy istnieje ktoś, kto stworzył ich los.
Tak samo jak my.
Może bogowie Sumeru nie przybyli z odległej planety. Może byli pierwszymi imionami nadanymi siłom, których człowiek nie potrafił kontrolować. Wodzie, burzy, płodności, wojnie, śmierci i władzy.
A może gliniane tabliczki zachowały fragment historii znacznie starszej, niż jesteśmy gotowi przyjąć.
Nie mam jednej odpowiedzi.
Ale kiedy myślę o Inannie przechodzącej nago przez siódmą bramę, Ziusudrze otwierającym łódź na światło słońca i Gilgameszu stojącym wobec własnej śmierci, czuję, że te opowieści nadal żyją.
Nie pod piaskiem Iraku.
W nas.
Być może każdy człowiek jest odrobiną gliny, która pewnego dnia zaczęła pytać, dlaczego istnieje. I może właśnie ta zdolność do zadawania pytań była prawdziwym momentem stworzenia.
Nie chwila, w której bogowie ulepili nasze ciała.
Chwila, w której człowiek po raz pierwszy spojrzał na bogów i odważył się zapytać:
Dlaczego mamy wam służyć?
Robert J Błaszczyk


Dodaj komentarz